<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Prosimy o jasne piwo!> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="10">
<date=1951-10-07>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Taki autor zjawiajcy si na estradzie przed wypenion widowni czuje si troch jak pogromca wchodzcy do klatki penej lww, tygrysw i innych panter. A nawet jeszcze gorzej! Pogromca zna swoje zwierzaki, ma przy tym gono strzelajcy bicz i par rewolwerw, a autor wystrzeli moe co najmniej tak zwan rac dowcipw lub byskotliwych powiedzonek. Ale wystrza nie zawsze si udaje, czsto bywaj niewypay.
Tote podczas pierwszych wieczorw autorskich zasycha pisarzowi w gardle, chce mu si ziewa, chrzka, burczy w brzuchu i robi si ciemno w oczach.
Potem, kiedy ju jest starym, dowiadczonym pogromc zachowuje wikszy spokj, poskromi tylko czasem wzrokiem jakiego ziewajcego lwa lub zbyt gono rozwijajc karmelek panter.
Ale na og na wieczory autorskie uczszczaj same zacne, wyrozumiae bestie.
Przygldaj si facetowi, suchaj go nawet, czasem zadaj pytania, rzadko kiedy wychodz w poowie, nie gwid prawie nigdy, o rozszarpywaniu w kaway w ogle nie syszao si. Czasem tylko z alem zwierzaj si sobie, e autor nie wyglda tak jak powinien. Przewanie jest za may lub za chudy.
Wszyscy pisarze-recytatorzy podw swego ducha, zgodnie twierdz, e najmilsze wspomnienia wynieli z wieczorw odbytych dla modziey szkolnej i w fabrykach.
Jestem tego samego zdania, nie ma milszych suchaczy jak robotnicy i modzie. Chocia raz w pewnym gimnazjum omal nie poknem wycelowanego we mnie papierkowego gobia.
 Ale e mia na sobie napisy, pokj, mir, peace nie wypadao o to wojowa. Innym znowu razem kierownik jednej ze szk podstawowych w rdmieciu Warszawy zaprosi mnie do wzicia udziau w akademii z okazji wrzenia  miesica odbudowy Warszawy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>